Na ostatnim, XIX Zjeździe ZHR, w kontekście dynamicznie rozwijającego się ruchu wodniackiego, wywiązała się dyskusja w powyższym temacie. Nawet sam Naczelnik odpowiadając na pytania delegatów wspominał, że bardziej skłania się ku „programowi” wodniackiemu, niż „metodyce” wodniackiej. Temat ten wielokrotnie też pojawiał się w moich rozmowach z doświadczonymi instruktorami, gdzie o wodniactwie słyszałem pogląd, że nie bardzo rozumieją, o co z tym wszystkim chodzi, bo przecież prawdziwi harcerze wywodzą się z „lasu”, a szkolenie ich np. z umiejętności żeglowania skończy się tym, że i tak w pełni będą mogli zrealizować swoje pasje tylko poza harcerstwem. Panuje też powszechne przekonanie, że owszem można harcerzy czy wędrowników zabrać na spływ; parę godzin popływać z nimi na żaglach, ale raczej traktowane jest to jako jednorazowa atrakcja programowa, wyczyn, czy zajawka i nie ma w tym głębszej myśli wychowawczej.